Cel Prawa ukryty w historii (Pwt 4, 32-34. 39-40) Uroczystość Najświętszej Trójcy B

Medytowany fragment Księgi Powtórzonego Prawa został zredagowany w czasach niewoli babilońskiej. Budowa literacka tekstu służy nadrzędnemu celowi Księgi, jakim jest odnowienie przymierza z Bogiem.

Próby reform religijnych i odnowy życia moralnego nie odniosły oczekiwanych skutków ani przed upadkiem Samarii, ani też nie ocaliły przed zniszczeniem Jerozolimy. Na wygnaniu dokonuje się kolejna refleksja nad sensem przymierza z Bogiem. Sytuacja jest inna niż poprzednio. Lud jest świadom konsekwencji złamania przymierza czy też pozorowanej wierności zobowiązaniom. Potrzeba nowej siły i nowego zrywu, aby powrócić do Boga. Potrzeba także nowych wskazówek i nowej siły przekonywania. Przekaz Bożego Prawa przybiera formę opowiadania, w którym Mojżesz opisuje ludowi nie tylko suchą treść zakazów i nakazów, które otrzymał od Boga dla ludu, lecz zawiera także okoliczności przekazania Prawa, związane z nim wydarzenia i ich głęboki sens. W Biblii Jerozolimskiej fragment ten stanowi zakończenie sekcji nazwanej „Pierwszą mową Mojżesza,” obejmującą rozdziały od pierwszego do czwartego. „Druga mowa Mojżesza” rozpoczyna się przekazaniem Dekalogu.

W tak określonym powyżej kontekście wezwanie: zapytaj dawnych czasów, które były przed tobą, stanowi szczególne odwołanie się do historii, w której naród wybrany musi odnajdywać sens codziennego zachowywania Prawa. To odwołanie się do przeszłości przywodzi na myśl znane powiedzenie Cycerona: „Historia jest nauczycielką życia”. Warto jednak w tym kontekście przywołać całe zdanie wielkiego Rzymianina z jego traktatu „O mówcy”. Brzmi ono: „Czyj wreszcie głos, jeśli nie mówcy, powierzy nieśmiertelności historię, świadka czasów, światło prawdy, życie pamięci, nauczycielkę życia, posłankę dawnych dziejów?” Około pięć wieków po zredagowaniu Księgi Powtórzonego Prawa, w zupełnie odmiennym kontekście, Cyceron wskazuje nie tylko na konieczną znajomość historii, która jest świadkiem czasów, światłem prawdy, żywą pamięcią, nauczycielką życia oraz wyrazicielką woli przodków, lecz równocześnie podkreśla rolę mówcy, retora, który winien pielęgnować przekaz historyczny. Mądrość czasów rzymskich poprzedza Stary Testament, kiedy ukazuje Mojżesza i jego następców, proroków, nauczycieli Prawa i kapłanów, jako stróżów historii, w której objawił się Bóg, jej jedyny Autor.

Współczesny słuchacz opowieści Mojżesza może odczuwać poważny dysonans, kiedy jest wezwany do porównania swej historii z historią innych ludów, do odnajdywania jedynego i niepowtarzalnego sposobu działania Boga w dziejach jednego narodu, do poczucia wyjątkowości na tle innych religii oraz do stanowczego stwierdzenia, że najpełniej Bóg zechciał objawić się tylko jednemu ludowi. Przecież to trąci rasizmem. Współczesny chrześcijanin jest przyzwyczajany politycznie poprawnymi tyradami do uznawania absolutnej równości wszystkich religii, do wstydu z powodu misjonarzy, którzy ewangelizując często bezpowrotnie zniszczyli lokalne kultury, plemienne zwyczaje lub wiekowe ceremoniały. I nie ma znaczenia dla obrońców kulturowych „bogactw”, że część tych pierwotnych „tradycji” było oparte o narkotyczne transy, ofiary z ludzi czy kanibalizm.

Poszukując najważniejszych wymiarów Mojżeszowego wezwania rozumiemy, że Przyjaciel Boga, jak nazywa go Księga Wyjścia (Wj 33, 11a), wyznacza nam trudną drogę odróżniania dobra od zła, ciemności od światła, woli Boga od ludzkiej samowoli i bałwochwalstwa. Nie jest to droga, która wskazywałaby moralność jako nadrzędny cel religii. Najważniejszą odpowiedzią człowieka na Boże wezwanie jest poznanie Boga, stanie się Jego uczniem oraz odkrywanie Jego nieustannie miłosiernej obecności na przestrzeni wieków. Bóg nie dlatego chce być znany, że cierpi na „kompleks braku popularności” lub jest smutny z powodu niewielkiej liczby followersów. Jego pragnieniem jest szczęście człowieka już tu, w czasie ziemskiego życia. Swoje wezwanie usprawiedliwia szczególnym pragnieniem swej miłości: by dobrze ci się wiodło i twym synom po tobie; byś przedłużył swe dni na ziemi, którą na zawsze daje ci Pan, Bóg twój.

Współczesna ahistoryczność, podkreślanie wyjątkowości naszej epoki, porzucanie mądrości i doświadczenia ojców w imię „naukowo” potwierdzonej wiedzy, nowoczesności czy też postępu, stają się jest przewrotną metodą odrywania stworzenia od jego Stwórcy. Pozbawiając człowieka biblijnej moralności („Bo w imię czego mamy przestrzegać nieżyciowych reguł zapisanych wieki przed naszym narodzeniem?”), nasza epoka pozbawia go jego własnej tożsamości. Dlatego „nowoczesny człowiek” gubi się w nieustannym stwarzaniu siebie samego. Sam „musi” nadawać sens swojemu życiu, co w konsekwencji prowadzi go do samouwielbienia. Staje się bałwochwalcą żyjącym kultem „działa własnych rąk”, czyli uwielbieniem siebie samego. Aby podtrzymać tak stworzoną iluzję ogłasza się swoim własnym „Mojżeszem”, wybawcą, sędzią i przewodnikiem.

Szczególnym znakiem takiej a- lub wręcz anty-historycznej mentalności stają się kolejne „demokratyczne” wybory, w których głównym argumentem przekonywania jest kształt buzi kandydata i jak najmniejszy związek z przeszłością. Jest to bezpośredni skutek nowoczesnego purytanizmu, który nie znosi jakiejkolwiek zmazy przeszłości. Bóg, prowadząc historię człowieka, przebaczenie i pojednanie czyni narzędziem postępu i wzrostu, człowiek bez Boga nie potrafi przebaczać, więc szuka „niesplamionych” kandydatów. Niedługo trzeba będzie głosować na niemowlaki, bowiem tylko one nie używały nigdy brzydkich słów, nie kłamały, nie oszukały lub nie były nigdy po „ciemnej stronie mocy”. Niestety istnieje także inne oblicze a-historyczności. Jest nim podłe i bezczelne kłamstwo, które jest powtarzane setki tysięcy razy przez „jedynie słuszne” i przychylne media. Kto nie może ukazać się „nieskalanie” czysty, kłamie i przypisuje swoje błędy bliźnim.

Zapisana w Księdze Powtórzonego Prawa Dobra Nowina o Bogu obecnym w historii i kochającym poprzez historię, znajduje szczególny związek z posłaniem Kościoła, o którym czytamy w zakończeniu Ewangelii Mateusza. Jezus nazuje Apostołom, aby idąc, chrzcząc i nauczając czynili wszystkie narody uczniami Boga. Jedyny czasownik w trybie rozkazującym w Jezusowym posłaniu to „czyńcie uczniami”. „Czynienie uczniami” jest więc jedynym zadaniem Kościoła, które spełnia się poprzez misyjne posłanie, chrzest i nauczanie Bożych prawd. Bez historycznej świadomości, bez szacunku dla doświadczenia, bez uznania dorobku poprzednich pokoleń nie można zostać uczniem. Jednak sama znajomość historii nie wystarcza. Uczeń potrzebuje miłości, która potrafi skazać grzesznika, aby ocalić świętość nowego życia „z wody i Duch” zrodzoną na chrzcie. Uczeń potrzebuje doświadczonego nauczyciela, który cieszy się, gdy „uczeń przewyższył mistrza”. Takim prawdziwym Nauczycielem i Mistrzem jest nieskończony w mądrości i wiedzy Bóg, który dzieli się z nami swoją naturą, co znamiennie wyrażają dary Ducha Świętego: mądrość, rozum, rada, męstwo, umiejętność, pobożność, bojaźń Boża.

ks. Maciej Warowny

TOP