Kto uczy nas kochać? (Iz 50, 4-7) Niedziela Palmowa B

Rozważana przez nas perykopa pochodzi z dzieła Deutero-Izajasza (rozdz. 40-55 Księgi Izajasza), kontynuatora myśli i stylu wielkiego proroka. Deutero-Izajasz działa pośród Żydów deportowanych do Babilonii. Od słów pierwszego wiersza czterdziestego rozdziału ta część Księgi Izajasza nosi tytuł „Księga Pocieszenia Izraela”.

Pięćdziesiąty rozdział rozpoczyna się Bożą odpowiedzią na oskarżenia Izraelitów. Zarzucają oni Bogu, że ich opuścił (dosłownie „wziął rozwód ze swoją oblubienicą”), że sprzedał ich, jak sprzedaje się zastaw dłużny, aby spłacić wierzycieli. Jednym słowem Bóg jest winnym nieszczęść spadających na lud, dlatego należy porzucić złudzenia o możliwościach powrotu z babilońskiego wygnania. Prorok czuje się przymuszonym, aby pokonać opór, jaki rodzi się w sercach wygnańców pomimo Bożych zapewnień o Jego miłości do ludu. Kontekst poprzedzający rozważany tekst w Biblii Jerozolimskiej jest zatytułowany „Radość powrotu” (49, 8–26). To wezwanie do radości jest oparte o niezmienną wierność Boga. W tym to właśnie kantyku prorok używa jednego z najpiękniejszych obrazów miłości Boga do ludu: Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie (49, 15).

Pomimo zapewnień o wiernej miłości Boga Izajasz musi obudzić lud do wiary. Prorok doskonale zna ludzkie serce, słyszy głos ludu, który mu odpowiada. Możemy stworzyć taką parafrazę opinii ludu: „Izajaszu, wzywasz nas do radości, bowiem Bóg przygotowuje nasz powrót do ziemi ojców. Wychwalasz wierną miłość Boga. Ale to On jest winnym naszych nieszczęść. To On nas opuścił, jak mężczyzna rozwodzący się ze swoją żoną. To On nas sprzedał naszym wierzycielom w zamian za długi, których myśmy nie zaciągnęli”. Dzisiaj te oskarżenia przybierają inne formy, jednak są nieustannie obecne. Dziś Bóg jest oskarżany o pozbawienie wolności, niedemokratyczną tyranię, przestarzałą moralność, zdeprawowanych księży i Kościół, antyfeminizm („Bóg nie lubi kobiet!”), patriarchalny system społeczny, dyskryminację, rasizm, kolonializm, biedę i nierówności społeczne. Dodatkowo każdy indywidualny kryzys wiary prowokuje osobiste oskarżenia: „Kościół zrobił mi pranie mózgu. Naiwnie wierzyłem księżom, a dla nich tylko kasa się liczy”. I tak dalej, i tak dalej.

Wobec takich oskarżeń Bóg ustami proroka daje swoją ostateczną odpowiedź. Jest nią postać cierpiącego sługi Pańskiego. Wobec ludzkich pretensji Bóg posyła Zbawiciela. Nie jest nim jakiś człowiek, ale Syn Boży. Wcielony Bóg wstępuje na Krzyż, poddaje swój kark bijącym, policzki tym, którzy wyrywają mu brodę. Obrazy sługi Pańskiego mają poruszyć serca ludu. Wobec ludzkich złości i pretensji Bóg obdarowuje go wymownym językiem, aby pocieszać i pomagać. W przedstawieniu tak doskonałego sługi jest zawarta ważna dla nas lekcja. Sługa może wypełniać swoją misję wyłącznie pod warunkiem słuchania Boga, codziennego powrotu do prawdy, że jest Jego uczniem. Bowiem pierwszą trudnością wiary jest sztuka słuchania Boga, a ten, kto prawdziwie słucha, doświadcza prześladowań. Słowne oskarżenie Boga, że to On jest winnym nieszczęść ludu przeradzają się w agresję fizyczną przeciwko temu, kto przynosi pocieszenie. Nagrodą za wierne przekazywanie Bożego orędzia są zniewagi i oplucie. Niewiele się zmieniło od czasów Deutero-Izajasza, czyli od połowy szóstego wieku przed Chrystusem.

Sługa Pański akceptuje prześladowania tylko dlatego, że Bóg go wspomaga i nieustannie jest przy nim obecny. W świecie podkreślającym znaczenie medialnej popularności, w którym prawdę, dobro i piękno „mierzy się” procentami poparcia (polityka) oraz liczbą followersów (media społecznościowe), Sługa Pański zwraca nas wprost ku temu co nas przerasta, ku miłości objawionej i ofiarowanej nam na krzyżu. A ponieważ miłość nie jest możliwa bez Boga, świat chwali i promuje falsyfikaty tej miłości. Świat bowiem nie godzi się na warunek wstępny miłości, że aby ją posiąść trzeba zostać uczniem Boga, każdego dnia żyć Jego słowem. Bez trwania w szkole Bożego słowa nie potrafimy czynić daru ze swego życia, nie potrafimy kochać. Jako, że miłość jest na ustach wszystkich, świat proponuje jej marne substytuty i imitacje: sukces, przyjemności, bogactwo, popularność, etc. Jan Ewangelista syntetycznie analizuje ten stan oraz napomina: Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie. Jeśli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia, pochodzi nie od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki (1J 2, 15-17).

ks. Maciej Warowny

TOP