Niedzielne bałwochwalstwo (Wj 20, 1-17) III Niedziela Wielkiego Postu B

W pismach Starego Testamentu znajdują się dwie zbliżone do siebie wersje Dekalogu, „dziesięciu słów Boga”, które stanowią fundament całego Prawa (por. Pwt 5, 6-22). Ale poszczególne przykazania powracają w wielu innych miejscach pism, w pomniejszych katalogach i regułach, którym winni podporządkować się wszyscy żydzi.

Nie będę wdawał się w dyskusję nad „lepszymi” czy „gorszymi” wersjami poszczególnych zapisów. Szkoda czasu na doszukiwanie się różnic pomiędzy nakazem: Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią, a zapisem: Nie zwracajcie się do bożków. Nie czyńcie sobie bogów odlanych z metalu (Kpł 19, 4a). Niebezpieczeństwo bałwochwalstwa jest ewidentne w obu redakcjach, a Bóg chce chronić swój lud przed ubóstwianiem tego, co bogiem nie jest i być nie może. Ciekawszym wydaje mi się odkrywanie celowości poszczególnych przykazań i ich wzajemnego powiązania, tak aby ich wypełnianie nie było ciężarem niemożliwym do uniesienia, ale drogą ku pełni mojego człowieczeństwa, drogą stawiającą wymagania prowadzące do radości rodzącej się z ich wypełniania.

W czasach Jezusa z jednej strony jest obecne faryzejskie, dosłowne podejście do przykazań dodatkowo „dociążonych” lękliwą interpretacją, której szczegółowe przestrzeganie ma chronić przed jakimkolwiek niebezpieczeństwem naruszenia Prawa. Z drugiej zaś strony dojrzewa świadomość, że najlepszą syntezą wszystkich przykazań jest przykazanie miłości Boga i bliźniego. Bowiem miłość do Boga jest najważniejszą motywacją, aby Go czcić, odrzucać pokusy bałwochwalstwa, nie szukać innych sił i bożków, które mogłyby zaspokoić nasze potrzeby i aspiracje. Podobnie miłość do bliźniego, pragnienie dobra dla niego w takim samym stopniu, jak pragniemy go dla siebie samych stanowi najlepszy fundament, aby nie wyrządzać drugiemu człowiekowi nawet najmniejszej krzywdy. Szczególnym zaś połączeniem miłości do bliźniego i do samego siebie są dwa ostatnie nakazy nie będziesz pożądał …. Bliźni jest chroniony przed moją przemocą rodzącą się z mimetycznego pragnienia posiadania tego, co do niego należy, ja zaś odrzucając pożądanie tego, co należy do innych, jestem chroniony przed zazdrością, która jest smutkiem zrodzonym z powodzenia bliźniego (por. KKK 2553). Bowiem „zazdrość nie wie co sen i po cichu zabija” – jak śpiewał Jacek Kaczmarski w piosence „Siedem grzechów głównych”.

W moim przekonaniu pośród dziesięciorga przykazań szczególne miejsce zajmuje przykazanie dotyczące przestrzegania szabatu. Zapisane jako trzecie przykazanie pierwszej tablicy odnoszącej się do obowiązków wobec Boga, pełni znamienną rolę, łącząc miłość do Boga oraz miłość do bliźniego i do siebie samego. Prawo szabatu nie jest „humanitarnym nakazem” poprzedzającym zdobycze związków zawodowych, chroniących prawem do odpoczynku najemnych pracowników. Szabat, a tym samym także niedziela, nie jest także słodkim nieróbstwem. Dzień odpoczynku jest zwornikiem utrzymującym wszystkie pozostałe przykazania. Jak łuk sklepienia zbudowany z wielu ociosanych kamieni potrzebuje tego ostatniego, który je domyka i sprawia, że wszystkie inne pozostają na swoim miejscu, tak prawo dnia odpoczynku utrzymuje wszystkie inne przykazania. Dlaczego tak uważam? Bowiem szabat to dzień poświęcony Bogu. To dzień systematycznego wspominania dzieła stworzenia i odkupienia. Szabat swoimi zakazami pracy, podróżowania, handlu, sprzątania, etc., przypomina, kto jest Stwórcą i Najhojniejszym Darczyńcą. Szabat każdego tygodnia przypomina o znaczeniu życia rodzinnego, którego nie da się uporządkować bez Boga. Nadaje najgłębszą motywację wszelkim zakazom i nakazom Prawa, bowiem jest poświęcony rozważaniu tegoż Prawa. Szabat jest całodniowym przeżywaniem Boga i Jego woli wobec mnie.

Kiedy niedzielna Msza i rodzinny obiad (bez włączonego telewizora!) zostają zastąpione wyjazdem za miasto i jedzeniem na parkingu bułek z McDrive’a to nie tylko niedziela w swej naturze jest pogwałcona. Następnym skutkiem jest idolatria, która wcale nie potrzebuje bożków ulanych z metalu, bowiem największym idolem jestem sam dla siebie. Kiedy przestaję słuchać Boga, który mówi mi, co jest dobre, a czego nie wolno mi czynić (niedzielna Msza!) następnym krokiem jest negacja „nie zabijaj, nie kradnij, nie kłam, nie cudzołóż”, itd. Jeśli jeszcze ktoś się łudzi, że nauka religii w szkołach pozwala młodym po chrześcijańsku wzrastać i dojrzewać, to bez Dnia Pańskiego, czyli niedzieli przeżywanej jak dnia przymierza z Bogiem, dnia wierności Jego przykazaniom, co pozwoli wzrastać w wierze dorosłym? Pierwszym grzechem człowieka jest zawsze bałwochwalstwo. I nie ma znaczenia czy sugestię słuchania wyłącznie samych siebie i służenia tyko sobie samym usłyszymy od jakiegoś rajskiego węża, czy obejrzymy w telewizji lub przeczytamy na Facebooku. Natomiast odczytanie tekstu Dekalogu w świetle Ewangelii o oczyszczeniu Świątyni podpowiada, że tylko ten, kto pozwala, aby Dobra Nowina uwalniała go od idolatrii, od handlowego podejścia do Bożego błogosławieństwa, od mentalności zasługiwania na nagrodę i zbawienie dzięki własnym uczynkom, może prawdziwie żyć i duchem i literą dziesięciorga przykazań.

Owocem oddawania czci bałwanom, jak pisał Benedykt XVI, jest postawienie siebie samego w centrum rzeczywistości, adorowanie dzieła własnych rąk. „Człowiek, gdy traci zasadnicze ukierunkowanie, które spaja jego życie, gubi się w wielorakości swoich pragnień. Wzbraniając się przed oczekiwaniem na czas obietnicy, rozprasza się na tysiące chwil swojej historii. Dlatego bałwochwalstwo jest zawsze politeizmem, poruszaniem się bez celu od jednego pana do drugiego. Bałwochwalstwo nie wskazuje jednej drogi, lecz wiele szlaków, które nie prowadzą do wyraźnego celu, a raczej tworzą labirynt. Kto nie chce zawierzyć się Bogu, zmuszony jest słuchać głosów wielu bożków, wołających do niego: «Zdaj się na mnie!»” - pisał papież w „Lumen fidei” nr 13. Kiedy niedziela staje się dniem adorowania nas samych, naszych pragnień, ambicji lub też formą ucieczki od trudów codzienności poprzez picie, jedzenie, zabawy, narkotyki, wyjazdy czy całodniowy „wyprawy” do centrów handlowych, to nie tylko Bóg jest lekceważony, ale także bliźni.

Druga tablica przykazań, obowiązki względem bliźniego, jest tak samo niszczona aktami bałwochwalstwa jak relacja z Bogiem. Bałwochwalca stawia siebie w centrum i dlatego przestaje być zdolny do miłości bliźniego. Paradoks sprzeczności prawa, które przewiduje aborcję na życzenie i refundowanie in vitro, pozwala na matki zastępcze i eutanazję, wyjaśnia się bałwochwalstwem. Stawiając siebie samego w centrum, całe prawo kształtuję tak, aby służyło moim pragnieniom, wyobrażeniom i ambicjom. Niezmienne wartości przestają istnieć, a katalog tego, co dozwolone i zabronione zmienia się wraz z każdą zmianą rządu. Bez cotygodniowej celebracji Bożej miłości, którą odnajdujemy także w Jego przykazaniach, człowiek „gubi się w wielorakości swoich pragnień” i „zmuszony jest słuchać głosów wielu bożków”. Dlatego już Stary Testament nakazywał świętowanie szabatu, jako nieodzowny warunek wiary i przynależności do ludu Bożego: Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami - wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu modlitwy (Iz 56, 6-7).

ks. Maciej Warowny

TOP