Jaką wodę piję? (Wj 17, 3-7) 3 Ndz. W. Postu A

Mojżesz otrzymał od Boga trudną misję. Ma prowadzić do Ziemi Obiecanej drogą przez pustynię lud, który wobec każdej trudności narzeka, szemra, buntuje się, niewolę wspomina jako czas obfitości i gotów jest ukamienować swego przewodnika, przypisując mu złe i przewrotne intencje.

Redaktor opowiadania nie zatrzymuje się jednak na braku zaufania do Mojżesza, jako Bożego proroka, nie oskarża też ludu o krótką pamięć o wszystkich dokonanych do tej pory znakach i cudach, ale jak dobry terapeuta odkrywa najgłębszy wymiar buntu: lud nie Mojżesza, lecz samego Boga wystawia na próbę mówiąc, «Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy też nie?». Tak podsumowana historia wyprowadzenia wody ze skały w Massa i Meriba ukazuje najgłębszy sens drogi przez pustynię. Bóg pragnie, aby Jego lud poznał Go i upewnił się, że On jest obecny pośród nich. Adam i Ewa uwierzyli kłamstwu, że Bóg jest władcą zazdrosnym, ogranicza wolność, nie pozwala na pełnię szczęścia. Lud na pustyni wykorzystuje doświadczenia trudności i przeszkód, aby podważyć miłosierną obecność Boga oraz Jego troskę. Jak rozpieszczony dzieciak wykorzystuje najmniejszą niedogodność, aby oskarżać swych rodziców, że go nie kochają, bo gdyby naprawdę go kochali, to takie trudności nigdy nie miałby miejsca. W ten sposób wkraczamy w medytację o naszej relacji do Boga, o naszej pewności Jego miłości do nas, kiedy doświadczamy cierpień i trudności.

Domaganie się wody, albo raczej wściekłość na Mojżesza i na „jego” pomysł, aby uciekać z niewoli, ma miejsce zaraz po otrzymaniu od Boga przepiórek i manny. I zaczęło szemrać na pustyni całe zgromadzenie Izraelitów przeciw Mojżeszowi i przeciw Aaronowi. Izraelici mówili im: Obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdzieśmy zasiadali przed garnkami mięsa i jadali chleb do syta! Wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby głodem zamorzyć całą tę rzeszę (16, 2-3). Natomiast cud manny i przepiórek jest poprzedzony innym buntem: Szemrał lud przeciw Mojżeszowi i mówił: Cóż będziemy pili? (15,24). Jest to opowiadanie o gorzkich wodach Mara. Takie spojrzenie na kontekst uzmysławia, jak bardzo droga przez pustynię jest usiana aktami złości i pretensji wobec Mojżesza oraz wobec samego Boga. Każda z potrzeb znajduje swoje rozwiązanie, ale przychodzi ono „w ostatniej minucie przed katastrofą”. Wydaje się, że lud nie chce się uczyć na swoich doświadczeniach. Jednak po wkroczeniu do Ziemi Obiecanej zrozumie sens wydarzeń z czasów drogi przez pustynię. Jedno z najstarszych biblijnych wyznań wiary (Pwt 26, 5-9) nie jest zbiorem teologicznych prawd, ale wspomnieniem obecności Boga w czasie wędrówki przez pustynię, kończące się słowami: Przyprowadził nas na to miejsce i dał nam ten kraj opływający w mleko i miód.

Kościół chce, byśmy szemranie ludu na pustyni z powodu braku wody odczytali w świetle spotkania Jezusa z kobietą z Samarii przy studni Jakuba. W najgorętszej porze dnia Jezus prosi Samarytankę o wodę, łamiąc wszelkie konwenanse narodowo-religijne. Jego prośba spotyka się z niedowierzaniem, zwłaszcza kiedy przekształca się w obietnicę wody żywej. Jezus uświadamia Samarytance, że nie może ona nasycić swego pragnienia, aby być kochaną, żadną ze znanych jej idolatrii. Tylko Bóg, znając jej serce, może dać jej wodę, która ma moc ugasić jej najgłębsze pragnienie. Aby pić tę wodę najpierw trzeba zdemaskować swoje przywiązanie do idoli, odkryć głębię własnego bałwochwalstwa, za którym kryje się niezmiennie oczekiwanie, żeby wszyscy wokół mnie, na czele z Bogiem, spełniali to, czego ja pragnę, wypełniali moją wolę. Obnażanie tej prawdy zaczyna się na pustyni, wśród szemrań i buntów: „Dlaczego woda jest gorzka? Dlaczego nie mamy chleba? Dlaczego nie mamy nic do picia?”. I chociaż to dzisiejsi filozofowie wmawiają nam, że jesteśmy jedynymi autorami swego istnienia, tak bardzo niezależnymi, że nawet rodzina, kultura czy biologia muszą dopasować się do naszych wyobrażeń i pragnień, to już lud na pustyni zna tę pokusę, która jest echem rajskiego grzechu.

Jeśli biblijnym wyznaniem wiary jest odrywanie własnej historii, jako miejsca działania Boga, to jaką wiarę ja wyznaję? Idę przez pustynię, na której nie chciałem się znaleźć, ale to Pan mnie tam przywołał. W obliczu trudności, cierpienia i chorób zawsze krzyczę, że to nie jest sprawiedliwe, nie ja sobie tę drogę przez pustynię wymyśliłem, więc niech Autor weźmie to pod uwagę. Na pustyni oczekuję, że będą cuda, chleb, mięso, woda na każde żądanie, a zanim zapragnę i zgłodnieję stół powinien być już nakryty. A kiedy trud się przedłuża, mówię, że lepiej by było coś innego robić w życiu, coś, co bardziej rekompensuje poniesione trudy. I za nic mam śpiewane, chyba ze zrozumieniem, słowa: „Posyłam was na pracę bez nagrody, na ciężki, twardy i niewdzięczny trud, niezrozumienie, drwiny i obmowy ...”. Ot durna młodzieńcza naiwność. Dzisiaj coraz bardziej kalkuluję. Ciąży mi brak wymiernej rekompensaty oraz sprzeczność pomiędzy tym, czego ja chcę, a tym, co powinienem robić. A nadto potępiam samego siebie za pielęgnowanie niemożliwych do spełnienia pragnień, oczekiwań i marzeń. Pustynia.

Paweł Apostoł doświadczenie pragnienia wody odczytuje jako zapowiedź zbawienia ofiarowanego w Chrystusie i o Izraelu na pustyni pisze, że pili zaś z towarzyszącej im duchowej skały, a skałą był Chrystus (1Kor 10, 4). W najbardziej uroczystym dniu Święta Namiotów (wspomnienie pustyni!) Chrystus wołał: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Rzeki wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był dany, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony (J 7, 37-39). Dlatego mój bunt nie znajdzie innego rozwiązania jak spotkanie z Jezusem na sposób Samarytanki. On czeka na mnie w najgorętszej porze dnia, u kresu moich sił, aby demaskując moje bałwochwalstwo dać mi Ducha Świętego, nowe wino oblubieńczej miłości Boga.

ks. Maciej Warowny

TOP