SFD - Szkoła Formacji Duchowej
prawa-facebook
skrzynka intencji
Osrodek Terapeutyczno-Szkoleniowy
Magnificat
Przychodnia Specjalistyczna
Wydawnictwo GAUDIUM
Razem za Jezusem
Szkola Nowej Ewangelizacji PALLOTYNI
seminarium

Ewangelizacja Kościoła Polskiego - Ks. J. Kudasiewicz

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

Proponujemy zapoznanie się z wykładem ks. prof.J.Kudasiewicza „Ewangelizacja Kościoła Polskiego ad intra” (DWA 2001).


Ks. Józef Kudasiewicz

                     


                   Ewangelizacja Kościoła Polskiego ad intra

         
   Jan Paweł II, na zakończenie trzeciej pielgrzymki do Ojczyzny (1987), w homilii na Placu Defilad powiedział: „Polska, Ojczyzna nasza, potrzebuje ewangelizacji, podobnie jak inne kraje Europy". Nie jesteśmy więc od innych lepsi. Powiedział to Papież w czasie Mszy ś w., podczas której poświęcał krzyże misyjne i posyłał misjonarzy i misjonarki na cały świat: ad extra, ad gentes, do innych Kościołów. Chciał nam w ten sposób przypomnieć dwie rzeczy: Po pierwsze jesteście krajem misyjnym; po drugie: idąc do innych, do świata, ad extra, należy samemu być zewangelizowanym.

Byłem wtedy na Placu Defilad wraz z delegacją KUL-u. Było to przysłowiowe wylanie kubła zimnej wody na nasze gorące, tryumfalistyczne głowy. To zdanie Papieża najważniejsze z całej pielgrzymki, umknęło naszej uwadze. Widać to było 7, reakcji tłumów: brawa i wiwaty. Kiedy w latach czterdziestych ubiegłego wieku ukazała się we Francji książka pt. „Francja krajem misyjnym", to kardynał Suhard, czytając ją płakał. U nas nikt nie płakał. Odchodzenie ludzi od Chrystu­sa, Ewangelii i Kościoła budzi u nas raczej agresję niż płacz. Do tematu tego powrócił Ojciec św. w przemówieniu do bi-skupów polskich, składających wizytę ad limina 1993 roku. Sam tytuł ówczesnego wystąpienia był bardzo znamienny. „Kościół wspólnotą ewangelizującą." Przypominając nakaz głoszenia Ewangelii (Mkl6,15) powiedział: „Przy okazji dzisiejszego spotkania chciałbym rozważyć wspólnie z Wami, drodzy Bracia, ten Chrystusowy nakaz, który stanowi rację istnienia Kościoła. Świat, w którym żyjemy, znalazł się na jakimś wielkim wirażu historii. Zmienia się oblicze Polski, Europy i świata, ale nie zmienia się i nie traci na aktualności Chrystusowe wezwanie: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię» (Mkl6,15). Kościół dzisiaj czuje się przynaglony przez Mistrza do wzmożenia wysiłku ewangelizacyjnego w szerz i w głąb, ad intra oraz ad extra".


1. Co oznacza ewangelizacja?


Na temat ewangelizacji dużo się u nas mówi i pisze. Napisano dziesiątki artykułów i wiele prac dyplomowych. Kiedy się czyta te materiały dostrzega się pewien zamęt pojęciowy. Termin „ewangelizacja" stał się takim wielkim workiem, do którego wrzuca się różne formy przekazu: katechezę, kazanie katechizmowe i moralizatorskie. Ten brak precyzji pojęć jest bardzo niebezpieczny pastoralnie. Z jednej strony możemy uspokoić sumienie -„my przecież ewangelizujemy", a z dru­giej zaś możemy całe grupy wiernych wyłączyć z ewangelizacji np. tych którzy do kościoła już nie przychodzą.
Pojęcie „ewangelizacji" postaramy się wyjaśnić nie w oparciu o dyskusję teologów, lecz o źródła. Najkrótszą i najpiękniejszą definicję ewangelizacji opartą na Biblii i do-
kumentach Soboru Watykańskiego II zawdzięczamy Pawłowi VI: „Ewangelizację można określić jako pokazywanie Chrystusa Pana tym, którzy Go nie znają..." (EN 17). Sam Papież definicję tę uważa za „niepełną i niedoskonałą", dlatego do­maga się od nas amplifikacji o nowe elementy i szerszej eks-plikacji. Zawiera ona jednak trzy istotne i najważniejsze elementy: pokazywać Chrystusa Pana ludziom, którzy Go nie znają. Definicję tę przyjął również Jan Paweł II (RM 44)
Przyjrzyjmy się bliżej tej definicji ewangelizacji. Po pierwsze ewangelizacja jest pokazywaniem. Co to znaczy? Jak można pokazywać Jezusa? Paweł VI wyjaśnia: głoszenie winno się, przede wszystkim dokonywać przez świadectwo /.ycia przepowiadającego Ewangelię. „Takie świadectwo już jest wieszczeniem Dobrej Nowiny, milczącym, ale bardzo mocnym i skutecznym. Już tutaj ma miejsce jakiś początek cwangelizacji"(EN 21). Świadectwo to budzi pytanie u tych, którzy jeszcze nie słyszeli o Chrystusie, u ochrzczonych ale 11 i praktykujących oraz u boleśnie poszukujących „czegoś" lub „kogoś", którego przeczuwają, ale nie umieją nazwać. Kim jest Ten, który ma takich świadków? Biblijną teologię świadectwa podaje Jan Paweł n w RM: „Świadectwo życia chrześcijańskiego jest pierwszą i niezastąpioną formą misji. Chrystus, którego misję przedłużamy w czasie, jest „świadkiem" \v pełnym tego słowa znaczeniu (Ap 1,5; 3,14) i wzorem chrześcijańskiego świadectwa. Duch Święty towarzyszy drodze którą idą i włącza Go w świadectwo, które On sam daje Chrystusowi (J 15,26n). Pierwszą formą świadectwa jest samo życie głosiciela Ewangelii i całej wspólnoty chrześcijańskiej, l lora pokazuje nowy sposób postępowania i żyjąc na wzórraniu. Pierwszy gra a nie ewangelizuje, drugi powtarza cu­dzy referat. Tacy nie zbawią świata.
Kto jest powołany do głoszenia Ewangelii i dawania świadectwa? Na pytanie to Paweł VI odpowiada krótko: „Do dawania takiego świadectwa powołani są wszyscy chrześcijanie, którzy z tej racji mogą być prawdziwymi głosicielami Ewangelii" (EN 22). Stąd Jan Paweł II we wspomnianym już przemówieniu do biskupów polskich nazwał Kościół „wspólnotą ewangelizującą". Ewangelizacja według Papieża „jest niemożliwa bez czynnego zaangażowania katolików świeckich, świadomych swego powołania i misji w Kościele i w świecie. W Kościele wybiła dzisiaj godzina laikatu. Do idei tej nawiązuje Papież w (NMI 40). Zadanie ewangelizacji nie może być powierzone „jedynie wąskiej grupie specjalistów, ale będzie ono wymagać odpowiedzialnego udziału wszystkich członków Ludu Bożego. Kto prawdziwie spotkał Chrystusa, nie może zatrzymać Go dla siebie, ale winien Go głosić. Potrzeba nowego rozmachu w apostolstwie, które byłoby przeżywane jako codzienne zadanie wspólnot i grup chrześcijańskich. Jest tu bardzo ważny motyw: ewangelizacja winna się dokonywać w grupach i przez grupy a nie w anonimowej masie. W Redemptoris Missio grupy te nazywa „Kościelnymi   wspólnotami   podstawowymi".   Chodzi   tu o grupy chrześcijan na szczeblu rodziny czy szczupłego grona osób,  które  spotykają się na modlitwie,  czytaniu  Pisma Świętego, katechezie, by dzielić się problemami ludzkimi i kościelnymi w perspektywie zaangażowania wspólnotowego. Są one znakiem żywotności Kościoła, narzędziem formacji i ewangelizacji, ważnym punktem wyjścia dla nowego
społeczeństwa zbudowanego na fundamencie „cywilizacji miłości". Wspólnoty te dzielą parafię na mniejsze grupy, ożywiają ją i przemieniają, angażują się w przekształcanie społeczeństwa. Są one narzędziem ewangelizacji i pierwszego przepowiadania. Ojciec Święty wyraźnie przesuwa obo­wiązek ewangelizacji z masy Ludu Bożego na małe wspólnoty. Parafia przyszłości to wspólnota małych wspólnot. Słowa te adresuje Ojciec Święty nie do krasnoludków, ale do biskupów, duchowieństwa i wiernych. Zasługują więc na refleksję i zastanowienie.
Treścią ewangelizacji jest Chrystus Pan - pokazywanie Chrystusa Pana. Wydaje się to być truizmem i oczywistością. Kiedy jednak przeczytamy kilka roczników kazań dawnych lub współczesnych i posłuchamy naszych mów, rodzą się wątpliwości i znaki zapytania.
Przyjrzyjmy się źródłom. Paweł VI tak przedstawia treść ewangelizacji: „...ewangelizować znaczy przede wszystkim świadczyć zwyczajnie i wprost o Bogu objawionemu przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym i świadczyć, że Bóg umiłował ten świat w Synu swoim, w słowie wcielonym dał wszystkim rzeczom istnienie a ludzi powołał do życia wiecznego (EN 26). Fundamentem, centrum i szczytem ewangeli­zacji jest prawda, że „w Jezusie Chrystusie Synu Bożym, który stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał, ofiarowane jest każdemu człowiekowi zbawienie jako dar łaski i miłosierdzia Bożego" (EN 27). Zbawienie to nie jest tylko zbawieniem doczesnym, lecz ma charakter nadprzyrodzony i eschatologiczny; zaczyna się już w tym życiu a wypełnia w wieczności. Ten chrystocentryczny charakter ewangelizacji bardzo mocno akcentuje Jan Paweł II. „Przedmiotem prze­powiadania jest Chrystus, który został ukrzyżowany, umarł, zmartwychwstał; w Nim dokonuje się pełne i autentyczne wyzwolenie od zła, od grzechu i od śmierci; w Nim Bóg daje «nowe życie», Boskie i wieczne. To właśnie jest Dobra No­wina, która przemienia człowieka i historię ludzkości, i którą wszystkie narody maja prawo poznać" (RM 44). Tę Dobrą Nowinę winno się głosić w kontekście życia człowieka i w duchu miłości i szacunku względem słuchających. W NMI Papież pogłębi pojęcie ewangelizacji. Po doświadczeniach Wielkiego Jubileuszu Odkupienia stawiamy sobie pytanie, jakie zadano Piotrowi w dniu Piędziesiątnicy: „Cóż mamy czynić?" (Dz 2,37). Papież daje odpowiedź: „Zadajemy to pytanie pełni ufności i optymizmu, chociaż nie lekceważymy trudności. Nie ulegamy bynajmniej naiwnemu przekonaniu, że można znaleźć jakąś magiczną formułę, która pozwoli rozwiązać wielkie problemy naszej epoki. Nie, nie zbawi nas żadna formuła, ale konkretna Osoba oraz pewność, jaką Ona nas napełnia: Ja jestem z wami. Nie trzeba zatem wyszukiwać nowego programu. Program już istnieje: ten sam, co zawsze, zawarty w Ewangelii i żywej Tradycji. Jest on skupiony w istocie rzeczy wokół samego Chrystusa. Którego mamy poznawać, kochać i naśladować, aby żyć w Nim życiem try-nitarnym i z Nim przemieniać historię, aż osiągnie swą pełnię w niebiańskim Jeruzalem" (NMI 29) O jakie poznanie Chrystusa  chodzi?  Nie  chodzi  o poznanie  abstrakcyjne  ujęte w formułki katechizmowe, ale poznanie, które prowadzi do miłości i naśladowania żywej Osoby Jezusa. Poznanie to w drugim rozdziale cytowanego dokumentu nazwał Papież
„kontemplacją oblicza Chrystusa" (NMI 17). Celem pracy duszpasterskiej, celem ewangelizacji jest kontemplacja oblicza Chrystusa - oblicza Syna, oblicza cierpiącego sługi, oblicza Zmartwychwstałego. Kontemplacja ta winna czerpać in­spiracje z tego, co mówi o Nim Pismo Święte, które od pierwszej do ostatniej strony przeniknięte jest Jego tajemnicą, ukazywana w niejasnym zarysie w Starym Testamencie, a w pełni objawioną w Nowym..." (NMI 17). Kościół, „jako Oblubienica Chrystusa kontempluje w Jego obliczu swój skarb i swoją radość. «Dulcis Jesu memoria, dans vera cordis gudia»: jakże słodko jest wspominać Jezusa, źródło prawdziwej radości serca!" (NMI 28). Kościół tak ma głosić Chrystu­sa, żeby prowadzić słuchaczy do kontemplacji.
Gdy się analizuje ten plan Papieża, to skóra cierpnie i powstają wypieki na twarzy. Ojcze Święty, czy to nie za wielki wiatr na naszą lichą wełnę polską? Jest to bez wątpienia najwyższa poprzeczka, jaką kiedykolwiek postawiono w Kościele biskupom, kapłanom i wiernym. Gdyby ten list Ojciec Święty przesłał do klasztorów klauzurowych, np. do Karmelitanek w Dysie, to byśmy to jakoś zrozumieli. Ale do nas wszystkich, którzy zostaliśmy tak bardzo wypatroszeni z wyciszenia i modlitwy, że nie mamy pojęcia, co z tym zrobić, jak to sieje. W konfrontacji z tym Listem Apostolskim dostrze­gamy, jak bardzo jesteśmy w tyle za Papieżem, Polakiem.
Kontemplując oblicze Chrystusa na kartach Ewangelii znajdujemy tam również prawdę objawiona przez Ojca w Jezusie, otwieramy się na działanie Ducha świętego oraz spotykamy wymagania, jakie Jezus daje uczniom (naślado­wanie, błogosławieństwa). Stawianie na pierwszym miejscu.wymagań - nakazów i zakazów jest okrawaniem i fałszowaniem Ewangelii. Jezus Chrystus najpierw nas zbawił, obdarzył łaską i Duchem Świętym a dopiero potem stawia wymagania; są one wielkie, bo uczynił nam wielkie rzeczy.
Stawiając poważne wymagania, dał nam siłę i moc z góry, by je wypełniać. Wysuwanie na pierwsze miejsce w ewangelizacji prawd objawionych przez Jezusa i zawartych w Ewangelii, też jest nie do przyjęcia: chrześcijaństwo bo­wiem na pierwszym miejscu nie jest doktryną, ideologią, nawet piękną, ale jest Osobą, Komunią osoby człowieka z żywą Osoba Jezusa. Wiara chrześcijańska na pierwszym jest zawie­rzeniem Osobie Jezusa, powierzeniem swojego życia i losu Bogu. Dopiero na drugim miejscu jest akceptacja prawd ob­jawionych przez Chrystusa. Jesteśmy tu u źródeł największej bolączki polskiej ambony, polskiego przepowiadania: moralizatorstwo i doktrynalizm. Zaginęła nam żywa Osoba Jezusa Chrystusa. Jeżeli chcemy odpowiedzieć na trudne wezwanie Papieża, to musi się dokonać ewangeliczne nawrócenie pol­skiego kaznodziejstwa, musi ono odnaleźć żywą Osobę Jezu­sa i uczyć słuchaczy kontemplacji Jego oblicza. Jest koniecz­na ewangelizacja polskiej ambony; oczyszczenie jej z taniego moralizatorstwa i laickich naleciałości.
Adresatami ewangelizacji są ludzie, którzy nie znają Chrystusa (EN 17). Ludzi tych możemy podzielić na dwie grupy. Grupa pierwsza - są to ludzie, którzy w ogóle nie znają Chrystusa i Ewangelii. Do tych kieruje się tzw. misje ad gentes. Można ją również nazywać ewangelizacją ad extra.
Nowe światy i zjawiska społeczne jak np. urbanizacja, wzrost wielkich aglomeracji miejskich również wołają
o ewangelizację. I wreszcie obszary kulturowe, czyli współ­czesne areopagi, też winny być miejscami, gdzie należy gło­sić Ewangelię (RM 37). Takim współczesnym areopagiem są środki przekazu. Również i ten areopag musi być ewangeli­zowany. To będzie tematem wystąpienia o. J. Salija.
Grupę drugą stanowią ludzie ochrzczeni, przez chrzest należący do Kościoła, którzy jednak z różnych przyczyn nie znają Chrystusa. Ta nieznajomość może mieć różny stopień. W Kościele istnieją całe grupy ludzi ochrzczonych, którzy utracili żywy sens wiary i nie uważają się już za członków Kościoła; prowadzą życie dalekie od Chrystusa i Jego Ewan­gelii. Tu zachodzi potrzeba reewangelizacji lub nowej ewan­gelizacji (RM 33). Przeciwieństwem tej grupy są wierni, którzy odznaczają się żarliwością wiary, promieniują świadectwem dawanym Ewangelii. Uczęszczają na niedzielną Mszę s w., biorą udział w życiu sakramentalnym Kościoła. Posia­dają więc pewien poziom znajomości Chrystusa. Dokąd ży-icmy poziom ten może wzrastać, aż do doświadczalnej kon-icmplacji oblicza Jezusa.
Dla wielu wiernych z tej grupy, szczególnie w Polsce, wystarcza całkowicie czułe nabożeństwo do Matki Jezusa. Nie odczuwają głębszej potrzeby związku z Jezusem, jedynym Zbawicielem świata. Postawę tę nazywają niektórzy Mariocentryzmem. Zasługują oni raczej na miano marianów niż t hrześcijan. Ci również potrzebują ewangelizacji. Jest to w znaczeniu ścisłym ewangelizacja ad intra.
Z podziałem ewangelizacji na ad intra oraz ad extra .potykamy się w przemówieniu Papieża do polskich bisku­pów (1993). Kościół dzisiaj czuje się przynaglony przez Mistrza do wzmożenia wysiłku ewangelizacyjnego, wszerz i w głąb, ad intra oraz ad extra. Czuje się ciągle Kościołem misyjnym, Kościołem posłanym, aby siać ziarno słowa Bożego na glebie współczesnego świata. W Redemptoris Mater (RM 34) zaś uczy, że ewangelizacja ad intra jest wiarygodnym znakiem ewangelizacji ad extra. Nie ma skutecznej ewangelizacji bez autoewangelizacji. Podział ten spotykamy w pierwszym  schemacie  n Polskiego  Synodu  Plenarnego   (1991-1999). Ewangelizacja ad intra oznacza pogłębienie wiary i postaw katolików, ad extra natomiast oznacza podjęcie wy­zwań ewangelizacyjnych w świecie (nr 18).


2. Kręgi ewangelizacji ad intra


Istnieją trzy grupy wiernych w naszych parafiach, do któ­rych zwracamy się z ewangelizacją ad intra. Ponieważ w każ­dej z tych grup istnieje inny poziom poznania Jezusa Chrystusa, dlatego każda wymaga innego sposobu ewangelizacji, innej metody. Podczas Kongresu Mariologicznego w Lublinie w sierpniu 1986 roku, ks. prof. R. Rak pastoralista katowicki w oparciu o wiarygodne badania terenowe stwierdził, że około 60% chrześcijan w Polsce trzeba właściwie uznać za pogan. Mimo chrztu nigdy nie zaznali smaku nowego wina, wina życia w Chrystusie. Być może ta cyfra i to sformułowanie jest trochę przesadzone.
Ilu wiernych w naszych parafiach dochodzi do kontemplacyjnego poznania oblicza Chrystusa i do doświadczenia jak dobry jest Pan? Ilu z nas głosicieli Ewangelii dochodzi do takiego poziomu? Nemo dat, qui non habet. Nie chcemy się
spierać o liczby. Zostawiamy ten problem socjologom. Nam chodzi o sam fakt: w naszych wspólnotach parafialnych istnieją trzy kręgi wiernych wymagających ewangelizacji ad intra.
Grupa pierwsza - dominicantes et paschentes, ludzie blisko związani z Kościołem, wierzący i praktykujący nie tylko raz w roku. Mogłoby nam się wydawać, że kto jak kto, ale oni nie potrzebują ewangelizacji ad intra. Mogłoby tak być, gdyby głosiciele Ewangelii pokazywali im rzeczywiście Chrystusa. Czy tak jest? Na to pytanie potrafią sobie odpowiedzieć tak ewangelizatorzy, jak i słuchacze. Dla tej grupy wiernych Jan Paweł II proponuje „ciągłe powracanie do słuchania słowa Bożego" (NMI 39), do karmienia się tym sło­wem (NMI 40). Dzieło ewangelizacji czerpie żywotne soki / więzi ze słowem Bożym. Ojciec Święty przypomina słowa św. Hieronima: „nieznajomość Pisma to nieznajomość samego Chrystusa" (Comm in Is., Prol.). Droga do poznania Chrystusa, do kontemplacji Jego oblicza wiedzie przez Biblię. To wytrwałe słuchanie i wnikliwe odczytywanie Pisma Świętego i na miejsce w dwu szczególnych środowiskach: w publicznej modlitwie Kościoła i w rodzinach.
1. „W publicznej modlitwie Kościoła". Najdoskonalszym środkiem ewangelizacji ad intra jest homilia niedzielna. Według Pawła VI jest ona „ważnym i sprawnym narzędziem \v prowadzeniu ewangelizacji" (EN 43); trzeba nabrać do niej przekonania i poświęcić się jej całym sercem. Homilia winna i'\v zakorzeniona w Ewangelii; włączona w celebrację eucharystyczną nabiera szczególnej mocy. Jest integralną częścią ! K/y św.; uobecnia Chrystusa, stąd słuchanie słowa Bożego
 jest   prawdziwym   spotkaniem   z   Chrystusem,   obecnym w słowie. Wyjaśnia ona najgłębszy sens sprawowanej ofiary i uczy żyć zgodnie z największa tajemnicą wiary. Tak powin­na być ona związana z Ewangelią, żeby można po niej za­miast „Amen" powiedzieć „Oto Słowo Pańskie". W świetle nauki Soboru Watykańskiego II i Papieży posoborowych nie istnieje alternatywa:  homilia albo kazanie katechizmowe. Alternatywa ta istnieje tylko w Polsce. Istnieje natomiast problem, jaka to powinna być homilia. Ponieważ jest ona integral­ną częścią Najświętszej Eucharystii, dlatego do niej można by odnieść również słowa, jakie celebrans wypowiada po konse­kracji: „Oto wielka tajemnica wiary". Wstawianie w miejsce tak rozumianej   homilii  zlaicyzowanego,  moralizatorskiego kazania bez żadnego związku z Ewangelią byłoby profanacją Świętej Eucharystii. Pomyślmy, co by się stało gdyby cele­brans zamiast prefacji lub „Ojcze nasz" zaśpiewał „Góralu czy ci nie żal", lub inną laicką piosenkę? Wtedy nawet górale, szanując swego proboszcza, podeszliby do ołtarza, wzięli Jegomościa pod ręce i zaprowadzili do zakrystii. Na podobne traktowanie zasługuje ten, kto zamiast świętej Ewangelii głosi ludzką mądrość. Jezus Chrystus, nie tylko wskazał na tworzywo, materię Eucharystii - chleb i wino, ale również na tworzywo i materię przepowiadania - Ewangelię: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię... (Mkl6,15). Gdyby ktoś zmienił tworzywo Eucharystii doczekałby się należnej kary. Gdy się zmienia tworzywo przepowiadania, to jakoś uchodzi. Sobór Watykański II przypomniał, że Kościół z jednakową czcią odnosi się do słowa Bożego, jak i Ciała Pańskiego. Chyba jeszcze nie wszędzie.


2. „Rozpowszechnianie księgi Pisma Świętego w rodzi­nach" (NMI 39). Jest to drugie środowisko, w którym ma się dokonać, spotkanie ze słowem Bożym: „Konieczne jest zwłaszcza, aby słuchanie słowa Bożego stawało się żywym spotkaniem, zgodnie z wiekową i nadal aktualną tradycją lectio divina, pozwalającą odnaleźć w biblijnym tekście żywe słowo, które stawia pytania, wskazuje kierunek kształtuje życie."
Medytacja biblijna sięga pierwszych wieków Kościoła. U podstaw tej praktyki leży przekonanie, że w słowach Pisma Bóg do nas mówi, w modlitwie my odpowiadamy Bogu: najpierw słowem, potem życiem. Medytacja biblijna ma cztery stopnie:
a. Stopień pierwszy - czytanie (lectio). Refleksyjne kilkakrotne czytanie powinno być poprzedzone modlitwą. Czytamy z wiarą, jako słowo Boga do nas. Czytaniu temu towarzyszy słuchanie, z którego rodzi się wiara, b. Stopień drugi - rozważanie (meditatio). Według Ojców Kościoła jest to przeżuwanie Słowa Bożego, wnikanie w sens słów i zdań. Odszukiwanie wierszy paralelnych, które są wyliczone na marginesie lub pod tekstem, w ko­mentarzu. Czynności te pogłębiają rozumienie. Pytamy, co Pan mówi do mnie, dziś.
c. Stopień trzeci - modlitwa (oratio). W poprzednich stopniach Bóg mówił do nas, teraz czas na naszą odpowiedź w modlitwie. Jest to modlitwa wzbudzona słowem Bo­żym. Posiew kontemplacji (T. Merton) może to być dzięk­czynienie za Boże słowo, uwielbienie Boga; prośba, by zrealizować słowo Pana.d. Stopień czwarty - modlitwa ta może się stać bardzo pro­sta: wyraża się wtedy w jednym słowie (Panie!) lub w jed­nym zdaniu („Pan mój i Bóg mój!") - to jest kontempla­cja, czyli stopień czwarty medytacji. W ten sposób może­my zrealizować w naszym chrześcijańskim życiu kontem­placje oblicza Chrystusa, do której zachęca Jan Paweł II w swym Liście Apostolskim. „Kontemplacja oblicza Chry­stusa winna czerpać inspiracje z tego, co mówi o Nim Pi­smo Święte, które od pierwszej do ostatniej strony prze­niknięte jest Jego tajemnicą, ukazaną w niejasnym zarysie w Starym Testamencie, a w pełni objawioną w Nowym..." (nr 17). Znawcy medytacji biblijnej zapewniają, że kto jest jej wierny, ten dojdzie do kontemplacji. Częściej jednak bywa tak, że Bóg nie zatrzymuje nas przy sobie w kon­templacji oblicza Jezusa, lecz posyła, by realizować Ewangelię w życiu: „Idź i ty czyń podobnie" (Łk 10,37), lub pokazywać ją innym. Lectio divina jest wspaniałym narzędziem ewangelizacji ad intra. Tam gdzie została wprowadzona, przynosi obfite owoce. Ojciec Święty Jan Paweł II nie przypadkowo łączy wezwane do kontemplacji oblicza Jezusa z zachętą do lectio divina.
Grupa druga - ludzie, którzy pokazują się w Kościele tylko na wielkie święta: Boże Narodzenie (pasterka), Wielkanoc (rezurekcja), pogrzeb kogoś bliskiego. Można by ich nazwać dla celów praktycznych pasterkowiczami i rezurekcjonistami. Jest wśród nich wielu chrześcijan selektywnych, po­szukujących, wątpiących, głęboko zlaicyzowanych, szukają­cych. Iskra wiary żarzy się pod zwałami popiołu. Jest to gru­pa najmniej zbadana socjologicznie. Nie wypracowaliśmy
jeszcze metod dotarcia do nich z Ewangelią. Jako minimum, jako początek można by zaproponować szczególne wykorzy­stanie tych sytuacji, kiedy oni zjawiają się w Kościele: pasterka, rezurekcja, pogrzeb. Miejsca te powinny by wykorzystane w sposób odpowiedzialny do ewangelizacji ad intra. Msza pasterska, rezurekcyjna i pogrzebowa winny stać się miejscami ewangelizacji. Trzeba tych ludzi dostrzec, cieszyć się z ich obecności, nie robić im wymówek, ale pokazywać Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela świata. Święta te nadają się na taką ewangelizację: Boże Narodzenie - Tajemnica Wcielenia, Syn Boży stał się człowiekiem, przyjął postać brata.  Stać się człowiekiem, żeby pokazać  autentycznego człowieka i żeby nas zbawić. Wielkanoc - Jezus cierpiał za nas i zmartwychwstał, by nam przywrócić życie. Pogrzeb bliskich otwiera człowieka na słowo życia. Jest to szczególna sytuacja duszpasterska: ludzie niewierzący, wątpiący, szukający sami przychodzą do Kościoła. Nie wolno tej szansy /marnować. Tu rodzi się wielkie zapotrzebowanie na pomoce duszpasterskie, szczególnie propozycje homilii ewangeliza­cyjnych na Boże Narodzenie, Wielkanoc i chrześcijański po-urzeb. Jest to zupełna tabula rasa w polskim duszpasterstwie. Grupa trzecia - są to ludzie ochrzczeni w dzieciństwie, którzy utracili żywy sens wiary, nie uważają się już za członków Kościoła, prowadzą życie dalekie od Chrystusa i od Jego ewangelii. W zasadzie nie pokazują się już w Kościele! Co mamy z nimi począć? Wykreślić z kartotek parafialnych, czy iść i ich szukać? Jan Paweł II w Redemtoris Missio uczy, że u tym wypadku zachodzi potrzeba nowej ewangelizacji lub re-ewangelizacji. Jeżeli oni nie przychodzą do Kościoła, to Kościół winien pójść do nich. „Wielokrotnie, pisze Jan Paweł H, w minionych latach przypominałem wezwanie do nowej ewangelizacji. Ponawiam je i teraz, pragnąc, przede wszyst­kim wskazać, że musimy na nowo rozniecić w sobie pierwot­ną gorliwość i pozwolić, aby udzielił się nam zapał apostol­skiego przepowiadania, jakie wzięło początek w Pięćdziesiątnicy. Powinniśmy wzbudzić w sobie płomiennego Ducha św. Pawła, który wołał: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewan­gelii" (l Kor 9,16). Kim są owi „my" według Papieża? Nie mała grupa specjalistów np. duchownych, ale wszyscy „członkowie Ludu Bożego" (NMI40).
Ewangelizacja bez zaangażowania katolików świeckich jest niemożliwa (przemówienie do biskupów polskich). To właśnie oni mają iść do tych, którzy już do Kościoła nie przychodzą. Oni wśród nich żyją i pokazują Chrystusa całym swym życiem. Odpowiedzią na wezwanie Papieża były Szkoły Nowej Ewangelizacji „Redemptoris Missio". Pierwsza powstała w Meksyku 1980 roku. Twórcą jej był świecki ewangelizator Jose H. Prado Flores. Za patrona przyjęła św. Andrzeja. Zadaniem członków tej szkoły jest: „Przyprowa­dzić do Chrystusa kogoś lepszego od siebie", jak Andrzej przyprowadził Piotra. W Polsce istnieje ponad dwadzieścia takich szkół. Ich dyrektorzy tworzą Krajową Radę Dyrektorów Katolickich Szkół Nowej Ewangelizacji (KRDKSNE); posiadają swoją stronę w internecie: www.rmissio.pl. Szkoły te przygotowują głosicieli Ewangelii i same ewangelizują. Jest ich w Polsce nieco ponad dwadzieścia. Jest to stanowczo za mało. W każdej diecezji powinna być taka szkoła. Będzie o nich mowa w czasie wykładów.


3. Jezus Chrystus wzorem Ewangelizatora


Jezus Chrystus nie tylko jest istotną treścią ewangeliza­cji, lecz również wzorem Ewangelizatora; sam wyznaje, że został posłany „głosić Dobrą Nowinę o Królestwie Bożym" (Łk 4,43). W jaki sposób głosił Dobrą Nowinę a tłumacząc dosłownie ewangelizował? Pierwszy występ ewangelizacyjny w rodzinnym Nazarecie sam Jezus określił słowami: „Ewan-gelizare pauperibus misit" - „posłał mnie ewangelizować ubogich" (Łk 4,18). Jest to pierwszy, prymicyjny występ Jezusa. W inauguracyjnym występie ujawnia się w sposób szczególny treść i styl ewangelizacji. Jak ewangelizował Jezus? Żeby na to pytanie odpowiedzieć, należy najpierw zwrócić uwagę na kontekst prymicyjnej ewangelizacji Jezusa. Św. Łukasz nic nie wspomina o szkole retorskiej Jezusa. Dwa misteria potwierdziły ewangelizację ubogich w Nazarecie: chrzest w Jordanie i kuszenie na pustyni. W momencie chrztu, „gdy się modlił otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego" (Łk 3,22). U początków ewangelizacji Je­zusa jest modlitwa i Duch Święty. Drugie misterium poprzedzające ewangelizację to próba na pustyni. Pustynia w języku biblijnym nie tylko jest miejscem próby, lecz również do­świadczenia Boga, odosobnienia i ciszy. Dopiero po tych dwóch misteriach zaczyna się ewangelizacja: „Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał ich w synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: «E?uch Pański spoczywa na Mnie, po­nieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł Do­brą   Nowinę  (tj.   Ewangelię),   więźniom   głosił   wolność, a niewolnikom przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wol­nymi, abym obwoływał *ok łaski od Pana». Zwinąwszy księ­gę oddał słudze i usiadł: oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. PocząJ więc mówić do nich: «Dziś spełniły się słowa Pana, któreście słyszeli))" (Łk 4,14-21). Św. Łukasz wyraźnie namaszczenie Puchem Świętym łączy z głoszeniem Dobrej Nowiny. Duch Ścięty, modlitwa i posłanie przez Oj­ca były szkołą ewangelizacji Jezusa. Kiedy Jezus będzie po­syłał Apostołów z Dobfą Nowiną w świat, to nakaże, żeby nie opuszczali miasta tj • Jerozolimy do momentu, aż otrzy­mają „moc z wysoka", tj. Ducha Świętego (Dz 1,8). Aposto­łowie posłuchali Jezusa, zamknęli się w Wieczerniku na mo­dlitwie. Dopiero, gdy Duch Święty z hukiem otworzył drzwi Wieczernika, Apostołowie ruszyli w świat z Dobrą Nowiną zbawienia (Dz 2,1-47). Ewangelizacja ma wymiar pneuma­tyczny i zakorzeniona jest w modlitwie.
Kontekst następujący pierwszego wystąpienia ewangeli­zacyjnego Jezusa też je# interesujący. Po wystąpieniu w synagodze nazaretańskiej następuje dzień w Kafarnaum (Łk 3,31-42), w czasie którego Jezus czyni znaki: uzdrawia opę­tanego i teściową Piotra Po słowach pełnych Ducha Święte­go następują czyny miłości pełne mocy: „Zdumiewali się Jego nauką gdyż słowo Jego było pełne mocy (...) z władza i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, a wychodzą"(Łk
4,33-36). Źródłem mocy Jezusowego słowa był Duch Święty, którym został namaszczony. Czyny te były równocześnie wyrazem miłości i dobroci Jezusa. Słowa pełne mocy Ducha łączył z czynami miłości i dobroci. Jest to druga cecha ewangelizacji Jezusa: słowo orędzia zbawienia łączy z czynem miłości. Zasługuje w pełni na określenie „prorok potężny w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu" (Łk24,19).
Co było tworzywem Jezusowej ewangelizacji? Jezus w synagodze nazaretańskiej z szacunkiem wyjaśnia Pismo Święte. Treścią ewangelizacji było słowo Boże. Św. Marek pisze, że Jezus „głosił Ewangelię Boga" (Łk 1,14). Posyłając uczniów nakaże im, by głosili Ewangelię (Mkl6,15). Słowa Jezusa Ewangelizatora nazywa św. Łukasz „słowami łaski" (Łk 4,22) logoi tes charitos (tłumaczenie BT nie jest ścisłe). Oznacza to, że słowa te przyjęte z wiarą niosą łaskę zbawie­nia. Słowa Jezusa nie tylko informują, uczą, ale również zbawiają. Posyłając uczniów na cały świat nakaże im głosić nie ludzką mądrość, lecz Ewangelię (Mk 16,15). Jezus okre­ślił tworzywo ewangelizacji. Ewangelizuje się wtedy, gdy się głosi Ewangelię. Jeżeli tworzywem nie jest Ewangelia, to nie można mówić o Ewangelizacji.
Słowo Jezusa Ewangelizatora miało charakter krytyczny, podobnie jak słowa proroków Starego Testamentu. Dema­skował odważnie zło, zakłamanie, hipokryzję. Domagał się odpowiedzi i decyzji. W perykopie nazaretańskiej krytycznie ocenia Jezus postawę swych ziomków wobec Jego słowa Dobrej Nowiny. Nie przyjęli tych słów z wiarą, lecz dziwili się, skąd takie słowa w ustach syna Józefa cieśli (Łk 4,22). Kiedy Jezus zdemaskował ich sceptycyzm i niewiarę, wtedy na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Po­rwali się z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić" (Łk 4,29). Ten odważny krytyczny i demaskatorski sposób mówienia Jezusa będzie często powodem polemik i konfliktów. Taki styl ewangelizacji Jezusa zaprowadzi Go na Golgotę. Próba strącenia Jezusa ze skały w Nazarecie jest antycypacją Golgoty. Bezkompromisowość głoszenia Ewan­gelii wymagała prorockiej odwagi i gotowości przyjęcia wszystkich konsekwencji za głoszone słowo. Jezus był rze­czywiście prorokiem potężnym i czynem i słowem - wzorem ewangelizatora na wszystkie czasy.
Jezus głosił Ewangelię „idąc" (Łk 13,22). Tak również polecił głosić uczniom: „Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie"(Mt 10,7). Owo „idźcie" brzmi jak roz­kaz wojskowy. Wolą samego Chrystusa jest, by uczniowie nie czekali, aż przyjdą do nich tłumy, lecz żeby szli i szukali. Tak bowiem ewangelizował sam Jezus: „tak nauczając, szedł przez miasta i wsie, odbywał podróż do Jerozolimy" (Łk 13,33). Jezus „nauczając szedł". Nauczał w drodze, w podró­ży. Gdy będzie posyłał uczniów na cały świat, skieruje do nich ten sam rozkaz: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie na­rody..." (Mt 28,19; por. Mk 16,15). Dziś już nie wystarczy czekać w zakrystii, w kościele, biurze parafialnym. Owo „idźcie" odkurzył Jan Paweł II; naucza w drodze, w podróży, jak pielgrzym wsparty na krzyżu i głoszący „Dobrą Nowinę".
Komu Jezus głosił Ewangelię? Tłumom i małej wspól­nocie uczniów. Jezus nie idzie sam do zagubionych tłumów, lecz wraz z uczniami, lub wybiera Dwunastu i posyła ich do
zagubionych owiec, do owiec bez pasterza. Odkrywa tu św. Mateusz jeden z najistotniejszych elementów ewangelizacji Jezusa. Na czym on polegał? Jezus Chrystus od początku działalności mesjańskiej głosił Dobrą Nowinę zbawienia na dwóch poziomach: a) do tłumów, mas, które się do Niego garnęły (por. Mt 5, 7) oraz b) do małej wspólnoty uczniów (por. Mt 10, 1-42). Tak było od początku. Św. Marek pierw­sze wystąpienie Jezusa, pierwszą ewangelizację łączy z po­wołaniem pierwszych uczniów: „Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Boga. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1,14-15). To było orędzie dla tłumów. Natychmiast po tym orędziu powołuje pierw­szych uczniów: „przechodząc obok Jeziora Galilejskiego uj­rzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi (...) I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim" (Mk 1,16-18).
Podobnie początek głoszenia Dobrej Nowiny ubogim przedstawia św. Łukasz. Po ewangelizacji w Nazarecie (Łk 4,16-30) i znakach w Kafarnaum następuje powołanie Szy­mona, żeby łowił ludzi (Łk 5,4-11). Tę samą prawdę przed­stawia Mateusz w mowie misyjnej (Mt 10,5-16); Jezus, wi­dząc opuszczony tłum, lituje się nad nim i posyła do niego uczniów - Dwunastu, a później siedemdziesięciu dwóch -oni mają ponieść Ewangelię, pocieszyć lud. Aby mogli wy­pełnić tę misję, formuje ich przez bycie z nimi (Mk 3,14). rormował ich własnym przykładem; patrzyli na Jego życie i czyny, słuchali Jego słów. Im bliżej męki i śmierci, tym więcej czasu będzie poświęcał Jezus swoim uczniom (J 13,31-16,33). Równocześnie formował wielką wspólnotę -Kościół, i małą wspólnotę - uczniów. Między Jezusem - Na­uczycielem a tłumami byli uczniowie. W takim stylu ewan­gelizacji ujawnia się mądrość i realizm Jezusa. Sam nie mógłby dotrzeć do każdego; po śmierci Jezusa musieli być ludzie, którzy będą kontynuować ewangelizację. Ten model ewangelizacji zostawił Kościołowi. Musimy go odczytać i do niego powrócić. Dotykamy tu bardzo trudnego, subtelnego i ważnego problemu.
Przez prawie czterdzieści pięć lat polskie duszpasterstwo, polska ewangelizacja były masowe. Totalitaryzm ko­munistyczny zniszczył bowiem całkowicie duszpasterstwo grupowe, zniszczył organizacje katolickie. Wielką mądrością Kardynała Wyszyńskiego było wprowadzenie duszpasterstwa masowego (peregrynacje). Komuniści bali się mas; z bólem serca zgadzali się na duszpasterstwo masowe. Tłumne spo­tkania wiernych ożywiały wiarę, budziły poczucie siły, toż­samości narodowej i religijnej. Duszpasterstwo takie nie da­wało jednak pogłębionej formacji. Widzimy to dzisiaj i jeste­śmy przerażeni. Tyle pracy, a takie nędzne efekty. Duszpa­sterstwo tylko masowe jest jednostronne, nienormalne, nie­wystarczające i nieewangeliczne; można by je nazwać dusz­pasterstwem stanu wojennego. Powielanie tego jednostronne­go duszpasterstwa dziś w innej sytuacji społeczno-religijnej już nie wystarcza. Musi dojść duszpasterstwo grupowe. Doczytać do końca Ewangelię i zawierzyć metodzie Jezusa: za­cząć duszpasterzować na poziomie mas i budować małe wspólnoty uczniów, apostołów, ewangelizatorów. Nie bądź-
my mądrzejsi od Jezusa i nie czytajmy Ewangelii jednym "kiem. Tych uczniów, uformowanych w małych wspólnotach ich, poślemy z Ewangelią w ręku do tych, co żyją wśród nas, ile zatracili już sens chrześcijańskiego życia. Nie przychodzą mż do Kościoła.
Źródłem i motorem ewangelizacji Jezusa była miłość do ludzi: „Widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza" (Mt 9,36). Czasownik „litować się" - splanchnidzesthai - jest najmocniejszym słowem greckim wyrażającym litość, miłosierdzie, współczucie. Wywodzi się on od rzeczownika splanchna i wnętrzności) i oznacza litość przenikającą człowieka aż do r.lębi jego jestestwa. Czasownik ten odnosi Mateusz głównie do Jezusa (Mt 9,36; 14,14; 15,32; 20,43). Jezus litował się nad ludzkim bólem i cierpieniem (Mt 9,27-31); na apel dwóch niewidomych do litości Jezusa („ulituj się!") - odpo­wiada cudem. Litość Jego budziło również opuszczenie i za­gubienie tłumów. Miłosierdzie Jezusa nie wyrażało się tylko \v słowach, ale również konkretnych konkretnych czynach: < chorych uzdrawiał (Mt 9,30), a opuszczonym i zagubionym posłał uczniów, wyposażonych w szczególną moc. Tylko ten, kto kocha ludzi, może być autentycznym ewangelizatorem. łan Paweł II w Redemptoris Missio (nr 89) do duchowości misyjnej zalicza miłość: „Misjonarz jest bratem wszystkich, ma w sobie ducha, Kościoła, jego otwartość i zainteresowanie dla wszystkich narodów i ludu, zwłaszcza dla najmniejszych i najuboższych".


Kilka zdań podsumowania.


1. Trzeba wziąć na serio diagnozę Papieża: „Polska, Oj­czyzna nasza potrzebuje ewangelizacji, jak inne kraje Euro­py." Nie jesteśmy wcale lepsi od innych. Ewangelizacji tej potrzebują ludzie Kościoła, struktury i instytucje. W sposób szczególny ewangelizacji potrzebuje polska ambona, polska pobożność maryjna.
2. Pracy tej nie wykonują inni, np.: misjonarze afrykańscy w rewanż za pracę naszych misjonarzy. Pracę tę musimy wyko­nywać my sami. Nie tylko specjaliści od ewangelizacji, nie tylko duchowni, ale cały Lud Boży. Wszyscy ochrzczeni partycypują­cy w godności Chrystusa przez chrzest odpowiedzialni są za ewangelizację. W ewangelizacji ad intra „res nostra agitur."
3. Tylko wtedy nasza praca będzie zasługiwała na miano ewangelizacji, gdy będzie pokazywaniem Chrystusa, tj. świa­dectwem życia chrześcijańskiego. Człowiek współczesny nie chce słuchać nauczycieli, doktrynerów tylko świadków. Jeżeli będzie pokazywaniem żywej Osoby Jezusa Chrystusa, jedy­nego naszego Zbawiciela i Pana. Jeżeli w miejsce Osoby Je­zusa wstawimy morały - nakazy i zakazy, lub doktrynę -nawet bardzo piękną to nie będzie jeszcze ewangelizacja.


„Biada mi,gdybym nie głosił Ewangelii”(1Kor 9,16).Materiały z Duszpasterskich Wykładów Akademickich KUL 30-31 sierpnia 2001. Lublin 2002,s.27-46.





SFD w Archidiecezji Lubelskiej
Wilczopole-Kolonia 3820-388 Lublinsfd@kuria.lublin.pl© Copyright Szkoła Formacji Duchowej 2011. All Rights ReservedMade in quaint.pl