XXII niedziela zwykła „A” (Jr 20,7-9) - Uwiodłeś mnie, Panie, ja pozwoliłem się uwieść

Echo Slowa STW dzisiejszym pierwszym czytaniu widzimy, że prorok Jeremiasz nie jest zadowolony ze swojej misji prorockiej. Jest tak dlatego, że wszyscy go wyśmiewają i mu urągają. W imieniu Boga musi bowiem mówić słowa, które nie podobają się ludziom, gdyż przepowiadają zniszczenie Jerozolimy, a nawet Bożej świątyni. Musi potwierdzić słowo innego proroka, który powiedział:


To mówi Pan Zastępów: Syjon zostanie zaorany jak pole, Jerozolima - obrócona w gruzy, a góra świątyni - w zalesione

wzgórze (Jr 26,18).  Co więcej, wbrew patriotycznym uczuciom swojego narodu Jeremiasz musi w imieniu Boga mówić: To mówi Pan: Oto stawiam przed wami drogę życia i drogę śmierci. Kto pozostanie w tym mieście, umrze od miecza, głodu i zarazy. Kto zaś wyjdzie, by się oddać w niewolę oblegającym was Chaldejczykom, będzie żył i otrzyma jako zdobycz własne życie (Jr 21,8-9).

Nic dziwnego, że usiłowano mu się przeciwstawić. Możemy bowiem przeczytać, że mężowie z Anatot nastawali na życie Jeremiasza i powiedzieli: Nie będziesz prorokował w imię Pana, byś nie zginął z naszej ręki (Jr 11,21). Jeszcze inni powiedzieli: Chodźcie, uknujemy zamach na Jeremiasza (Jr 18,18). Nie skończyło się na knuciu zamachu. Czytamy bowiem: Usłyszał Jeremiasza, głoszącego te słowa, Paszchur, syn Imera, kapłan, który był głównym nadzorcą w domu Pańskim. I kazał Paszchur poddać chłoście proroka Jeremiasza i zakuć go w kłodę. (Jr 20,1-2).

Słowa Jeremiasza, jako pochodzące od Boga spełniły się: Miasto było oblężone aż do jedenastego roku króla Sedecjasza ... głód srożył się w mieście i nie było już chleba dla ludu kraju, uczyniono wyłom w mieście. Wszyscy wojownicy uciekli z miasta nocą ... Wojsko chaldejskie ścigało króla i dopędziło Sedecjasza na stepie Jerycha; całe zaś jego wojsko opuściło go, idąc w rozsypkę. Pojmali więc króla i zaprowadzili go ... do króla babilońskiego, który wydał na niego wyrok. Król babiloński kazał zamordować synów Sedecjasza na jego oczach, a także wszystkich przywódców judzkich ... Następnie wyłupił oczy Sedecjaszowi i kazał go zakuć w podwójne spiżowe kajdany. Potem uprowadził go król babiloński do Babilonu i wtrącił do więzienia aż do dnia jego śmierci. W piątym zaś miesiącu ... wkroczył do Jerozolimy Nebuzaradan, dowódca straży przybocznej, sprawujący służbę przy królu, i spalił świątynię Pańską i pałac królewski oraz wszystkie wielkie domy (Jr 52,5-13).

Zanim jednak to się stało Jeremiasz mógł mówić: Ilekroć mam zabierać głos, muszę obwieszczać: Gwałt i ruina! Tak, słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem (Jr 20,8). Dlatego z wyrzutem mówił do Boga: Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś (Jr 20,7). Dlatego powiedział sobie: Nie będę już mówił w Jego imię (Jr 20,9). Ale wtedy doświadczył, że: wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, żarzący się w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem (Jr 20,9).

Warto zobaczyć, że nie tylko Jeremiasz miał takie doświadczenie. Wielu blijnych proroków opierało się Boskiemu powołaniu. Mojżesz szuka wymówek: Kimże jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu? (Wj 3,11). Nawet jeśli pójdę, oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię?(Wj 3,13). Następnie: ja nie jestem wymowny, ociężały usta moje i język mój zesztywniał (Wj 4,10).

Izajasz, młody kapłan Świątyni, opowiada wizję boskiej Szekina z serafinami, którzy wielbiąc śpiewają: Święty, Święty, Święty! Jest przerażony, czuje się całkowicie niezdolny i krzyczy: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach! (Iz 6,5).

Jonasz jest „prorokiem wbrew swojej woli": wie dobrze, co ma zrobić (pójść do Niniwy), ale próbuje uchylić się przed poleceniem Boga. Ucieka tak daleko, jak tylko może. Myśli: Być może Pan, jeżeli tak mu zależy na Niniwie, pośle kogoś innego. Jonasz łudzi się, że może uciec „daleko od Pana", od Jego Boskiej obecności. Pewnego dnia psalmista skomponuje psalm, być może ukazujący właśnie doświadczenie Jonasza:            Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza? Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę (Ps 139,7-8). Ucieczka Jonasza to droga w dół. Ze wzgórz Jerozolimy „schodzi" do portu Jaffa. Trafia tam na statek, który wypływa do Tarszisz, w przeciwnym kierunku niż Niniwa. Płaci (ucieczka zawsze ma swoją cenę, którą trzeba zapłacić) i wsiada. Ale to mu jeszcze nie wystarcza: schodzi do ładowni i nie troszcząc się o to, co dzieje się dookoła, zapada w głęboki sen.

W tym momencie, podczas gdy Jonasz śpi, interweniuje Bóg. Droga nawrócenia przechodzi bowiem przez doświadczenie ucieczki i śmierci. Nie była ona doświadczeniem jedynie Jonasza. W swoim pragnieniu ucieczki Jonasz zasypia, tak jak prorok Eliasz zasypia pod jałowcem (1Krl 19,5) i jak uczniowie w Getsemani, którzy mieli ociężałe powieki i jednej godziny nie mogli czuwać z Mistrzem (Mt 26,40).

Za Jonaszem podąża pościg wysłany przez Boga: straszna burza. Pojawia się „silny wiatr" który zaczyna zagrażać okrętowi. Jak wiadomo „wiatr" i „duch" w języku biblijnym to jedno słowo: ruah. Oto jak Pan nas ściga: mocą swego Ducha. Jonasz będzie się musiał nauczyć, że niemożliwa jest ucieczka przed obecnością Boga. Niemożliwe jest uciec przed misją powierzoną nam przez Boga, to tak jakby biegła za nami!

Można zatem stwierdzić, że każdy, komu Bóg powierza misję prorocką, najpierw chce od niej uciec. Potem jednak ją wykonuje. Wtedy może za Jeremiaszem powiedzieć: Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą (Jr 20,11).


Ks. Zbigniew Czerwiński, Lublin

TOP