Dar jedności, dar Kościoła (1 Kor 12, 3b-7. 12-13) Niedziela Zesłania Ducha Świętego C

echo_apostola

Budowla Kościoła nie wznosi się na ludzkiej doskonałości, dojrzałości czy sile. To nie chrześcijanie swoją pobożnością czy wiernością Bożym przykazaniom budują świątynię z żywych kamieni, ale to Duch Święty działa w życiu wierzących i w ten sposób spontanicznie, na ich oczach, objawia się wspólnota Kościoła, który jest dziełem Boga w świecie. Jedność tak różnych natur, tradycji i pozycji społecznych jak „Żyd i Grek, niewolnik i wolny” staje się możliwa dzięki osobistemu poddaniu się mocy Ducha Świętego. On staje się „źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu”, zasadą jedności, drogą pojednania tego, co różne. W takim spojrzeniu na naturę jedności Kościoła nie ma nic z pochwały indywidualizmu, który upatruje szczęście w zabezpieczeniu jednostkowej wolności i zaspokojeniu indywidualnych potrzeb. Chrześcijańskie zabieganie o obecność Ducha w życiu każdej pojedynczej osoby jest wołaniem o przekroczenie granic indywidualizmu, egocentrycznego myślenia wyłącznie o własnych potrzebach. Wołanie to jest owocem poznania i doświadczenia, że bez Ducha Świętego pełnia moich pragnień, miłość do siebie i do bliźnich, nie mogą się w żaden sposób zrealizować.

Jedność Kościoła, jedność parafii, wspólnot i rodzin nie jest owocem socjologicznego doboru „elementów” duchowej konstrukcji. Nie jest także skutkiem wspólnie podejmowanych działań i realizacji projektów. I chociaż członkowie jednej wspólnoty winni mieć podobne przekonania i cele życiowe, to sprawcą i jedynym autorem jedności jest Duch Święty. Wyłącznie osobiste przylgnięcie do Boga, uznanie Go za swojego jedynego Pana, ma moc sprawczą jedności. Nie dlatego jesteśmy wierzącymi, że wspólnie podążamy ku Bogu, dzielimy wspólne przekonania i razem celebrujemy Misterium Chrystusa, ale dlatego możemy być razem, zjednoczeni, że każdy osobiście przynależy do Chrystusa, jest z Nim związany. Stąd łatwo zrozumieć dlaczego nasza jedność jest tak słaba, skąd między nami tyle podziałów i napięć, konfliktów i rywalizacji. W obliczu tego wszystkiego, co nas dzieli drogą do autentycznej jedności nie jest nauka asertywności, treningi komunikacji interpersonalnej, etc., ale jest nią powrót do pierwotnego fundamentu wiary, którym jest nawrócenie i pokorne schodzenie do prawdy o swej słabości i niemożności wyznania Jezusa bez pomocy Ducha Świętego.

Święty Bernard opisując dwanaście stopni ludzkiej pychy wyjaśnia, że pierwszym z nich jest niechęć do poznania samego siebie. Każdy z nas musi dostrzec własną nędzę, zrozumieć co nas zniewala, zapragnąć wolności. Pragnieniu znajomości siebie, swoich słabości, ograniczeń, korzeni grzechów, ale także swoich zdolności i talentów, święty Bernard przeciwstawia ciekawość świata zewnętrznego, która niczemu nie służy, jak tylko uciekaniu od znajomości prawdy o sobie samym. W kluczu dzisiejszego słowa staje się oczywistym, że znajomość siebie prowadzi do uznania słów Pawła, że bez pomocy Ducha nie potrafię uznać Jezusa jako Pana. To nie ja wyznaję, ale Duch we mnie. Nie ja działam, ale Bóg swoją mocą uzdalnia mnie do działania. Moje „chcę” musi dotyczyć tego samego, czego chce dla mnie Ducha Świętego. W takim kontekście możemy zrozumieć dramat człowieka wyrażony przez Pawła: „Jestem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie.” Tylko wyrzekając się pretensji do bycia dobrym i uznając absolutną potrzebę obecności Ducha Świętego we mnie, staję się świadkiem mocy i łaskawości Boga. Tylko wówczas możliwe jest szczęście rodzin i wspólnot rodzące się ze wzajemnej miłości i jedności.

ks. Maciej Warowny, Francja

TOP