Ofiara za mój grzech (Hbr 7, 23-28) 31 Niedziela Zwykła B

Grzech oddziela mnie od Boga. Słabość mojej natury sprawia, iż pragnąc i poszukując szczęścia dla siebie odwracam się od Stwórcy, a zwracam się ku stworzeniu, zwłaszcza ku sobie samemu, w zaspokojeniu pragnień i pożądliwości upatrując dopełnienia upragnionego szczęścia.

Oczywistość wiary w Boga w minionych czasach sprawiała, że każde takie odwrócenie się od Boga było równoznaczne z grzechem. W konsekwencji wszystkie religie zawierały w sobie rytuały ofiarne, których celem było uspokojenie sumienia: „Wprawdzie popełniłem zło w oczach Boga, ale wyrzeczeniem i trudem składania ofiary zrównoważyłem swą słabość i grzech”. Niepodważalność istnienia Boga i bezdyskusyjne przyjęcie nakazów moralnych zawartych w przykazaniach sprawiały, że kult ofiarniczy miał się dobrze, świątynie były zdobne złotem i drogimi kamieniami, ofiarne ołtarze ociekały krwią zabijanych zwierząt, a klasa kapłańska żyła w obfitości wszelkich dóbr. Ale gorzkim owocem tak przeżywanej religii stały się hipokryzja, legalizm i dociekania moralistów, na ile przyjemności można sobie pozwolić, by nie przekroczyć przykazań. Religijność Starego Testamentu za czasów Jezus znajduje się dokładnie w takim impasie.

Dlatego List do Hebrajczyków, używając języka i obrazów, funkcji i rytuałów starotestamentalnego kultu świątynnego podejmuje dialog z taką religijnością, wskazując na Jezusa, jako arcykapłana, który składa jedyną ofiarę za wszystkie grzechy ludzi wszystkich epok. Ofiarę, która definitywnie usuwa wszelki kult ofiarniczy, wszelkie dociekania, ile „waży” grzech człowieka, aby znaleźć stosowną ofiarę zadośćuczynienia. Etap zamkniętego kręgu przykazanie-grzech-ofiara-usprawiedliwienie, z którego człowiek nie potrafił się wyrwać, zostaje definitywnie zakończony. Jezus mnie usprawiedliwił raz na zawsze. Potrzebuję tylko jednego doświadczenia, aby żyć taką pewnością. Doświadczenia śmierci dla grzechu. Grzech, który zwraca mnie ku rzeczom i osobom, w nich ukazując spełnienie i szczęście, ma mnie znaleźć niedostępnym dla niego, martwym. Taki jest sens Pawłowej katechezy chrzcielnej z szóstego rozdziału Listu do Rzymian. Pytaniem otwarty jest więc owocność naszego chrztu. Konferencje przedchrzcielny dawane rodzicom i szkolna katechizacja ewidentnie nie mają mocy wprowadzenia nas w doświadczenie śmierci dla grzechu, aby żyć dla Boga.

Grzech we mnie narzuca mi swoje prawa. Jest niepokonaną siłą, która kieruj mnie ku mnie samemu, ku skupieniu wszystkiego wyłącznie na sobie. Moja cielesność jest związana z takim zachowaniem. Nawet gestów dobroczynności i miłosierdzia używam po to, aby pozostawać skoncentrowanym na sobie. Nic, tylko krzyczeć za Pawłem: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z tego śmiertelnego ciała?” Myślę, że pierwszym krokiem do autentycznego doświadczenia śmierci dla grzechu jest konfrontacja z lękiem przed karą, który wpajano w nas, jako metodę posłuszeństwa wszelkim prawom i regulaminom. Kapłaństwo Chrystusa wpisuje się dokładnie w odwrotny porządek. Jezus umierając na krzyżu objawia miłość Boga do mnie, a nie Jego pragnienie kary dla grzeszników. Raz dokonana ofiara Jezusa usuwa mechanizm ofiarniczy. Stąd drugim krokiem ważnym dla mnie jest odkrywanie spowiedzi w duchu budowania miłości do Boga, siebie i bliźniego, a nie jako nieprzyjemnej i uciążliwej ofiary, którą muszę ponieść, bowiem przekroczyłem prawo przykazań. A trzeci etap to Eucharystia, której owocność wynika z mojej niegodności. Ponieważ jestem grzesznikiem, człowiekiem cielesnym i słabym, któremu grzech nieustannie się narzuca, dlatego Eucharystia jest dla mnie. Nic z zasług, ale wszystko darem miłości Ojca.

ks. Maciej Warowny

TOP