Abym mógł kochać (Rz 5,12-15) 12 Niedziela Zwykła A

Kto jest bardziej winien grzechu pierworodnego, Adam czy Ewa? Adam dostał od Boga przykazanie, którego nie zachował.

Ale to Ewa dała posłuch wężowym podszeptom i w swój czyn wciągnęła Adama. Ewa szukała relacji, a ponieważ jej mąż nie rozmawiał z nią, więc zaczęła dyskusję z wężem, bronią niektórzy Ewę. Ale na tak naiwną lekturę grzechu pierworodnego szkoda czasu. Adam jest figurą człowieka, który grzeszy, jest prawzorem każdego mężczyzny, który nie jest zdolny do relacji z daną mu kobietą, jest archetypem każdej osoby zamykające się na relację z drugą osobą. Bowiem człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga to nie Adam lub Ewa, ale to Adam i Ewa trwający w jedności, żyjący dla siebie nawzajem, kochający się miłością na wzór miłości Trójcy Świętej. Dlatego nie muszę mieć pretensji ani do Adama, ani do Ewy. Oni po prostu są prawzorem człowieka niezdolnego do miłości. Odsuwając się od Boga są pra-egoistami, pra-indywidualistami, etc. To ja jestem Adamem, kiedy nie chcę Boga w moim życiu,  kiedy myślę, że ja kocham, ja jestem dobry, ja potrafię być wyrozumiały, ja ... ja i ja.

Konsekwencją adamowej natury jest moja niezdolność do kochania. Nie kocham siebie, dlatego nie potrafię kochać bliźnich, a to wszystko stąd, że nie pragnę Boga, jako źródła jedynej miłości, którą jest On sam. Miłość małżeńską, rodzicielską, przyjacielską, czy jakąkolwiek inną poznają tylko ci, którzy chcą znać Boga. Oczywiście, że świat się teraz ze mnie śmieje. Jako to, bez Boga nie można mieć przyjaciół, kochać swych dzieci, swej żony czy swego męża? Historia Adama uczy, że nie można. Miłość bez Boga jest obciążona zawsze naszym egoizmem, życiem dla siebie samego. Każdy z nas na pewno zna wiele przykładów rodzin, gdzie rodzice wybierają zawód swym pociechom w funkcji własnych aspiracji, przyjaciół, którzy pewnego dnia nie chcą się już znać, małżeństw rozpadających się  w efekcie konfliktu dwóch egoizmów. A w miłości chrześcijańskiej nie chodzi wcale o mistycyzm, duchowe małżeństwo duszy z Bogiem, poczucie rozpływania się w Bogu i zjednoczenia z Nim. Tak przeżywana miłość do boga jest laska nielicznych. Miłość chrześcijańska to po prostu miłość, o jakiej czytamy u świętego Pawła w Hymnie o miłości. To miłość, która jest charyzmatem, darem łaski od Boga. Konfuzja pomiędzy miłością, a tym, co świat nazywa miłością, rodzi się z nieznajomości Chrystusa. W epoce „przed Jego krzyżem ” po prostu nie wiedzieliśmy, czym jest miłość. Kto żyje poza krzyżem Jezusa zawsze będzie mylił miłość z jej substytutami. Nie jego wina. Brak krzyża to brak miłości.

Ale w naszej codzienności są miłości, których się boimy albo wstydzimy. Nie wierzymy,  ze Bóg może się kryć za miłością „wbrew Jego przykazaniom”. I rzeczywiście nie ma miłości wbrew Bogu. Bóg nie daje tego, czego dla nas nie chce. A jeśli kobieta czuje poryw serca ku mężczyźnie, który nie jest i nie może być jej mężem, to albo powtórzy historię Ewy, uwierzy, że ten owoc jest „rozkoszą dla oczu i nadaje się do zdobycia wiedzy”, albo ... zechce miłości Chrystusowej, jedynej, dającej siebie. Miłość Boga wyrażona śmiercią Jego Syna nie jest wydarzeniem spontanicznie akceptowanym. Wręcz odwrotnie, jest odrzucane, wyśmiewane, umniejszane. Co nie zmienia jego znaczenia dla świata. Miłość znakiem krzyża wkroczyła w świat. Miłość krzyżem istnieje w świecie. Miłość zawsze pozostanie związana z krzyżem, z darem czynionym z siebie, za darmo, dla szczęścia kochania. Nawet wówczas, kiedy dar pozostaje ukrytą przed oczami świata tajemnicą. Reszta miłością nie jest. Próbując „kochać” poza Chrystusem, poza Jego krzyżem, rozsiewam śmierć. Dlatego Paweł  przypomina i napomina, że dziedzictwo grzechu Adama jest pokonane łaską Jezusa. W taki sposób dziś dociera do mnie sens fundamentalnej katechezy o odkupienia grzechu Adama śmiercią Chrystusa.

ks. Maciej Warowny

TOP